Zamach na Księcia Konstantego

Prolog – fragment

22 maja Aleksander II mianował swojego brata, wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza, namiestnikiem Królestwa. Wielopolski objął funkcję naczelnika rządu cywilnego. La glorieuse mission Konstantego, jak się wyraził Gorczakow, miała uspokoić rewolucyjne nastroje.

Aleksander II wydał uchodzącemu za liberała bratu szczegółowe instrukcje: „Królestwo Polskie w jego obecnych granicach powinno na zawsze pozostać własnością Rosji, [o nowych ulgach] nawet mowy być nie może, a w szczególności ani o konstytucji, ani o armii narodowej. Ani do jednego, ani do drugiego pod żadnym pozorem nie dopuszczę. Zgodzić się, oznaczałoby wyrzeczenie się Polski i uznanie jej niepodległości ze wszystkimi jej zgubnymi konsekwencjami dla Rosji, tj. oderwanie się od niej tego wszystkiego, co kiedyś było podbite przez Polskę i co do dziś polscy patrioci uważają za swoją własność”

Zobacz również: Album „Powstanie Styczniowe”»

Równocześnie z nominacją Wielopolskiego car podpisał trzy ważne, przygotowane przez niego ukazy. Ogłoszono je 5 czerwca 1862 r. Pierwszy dotyczył reformy całego systemu szkolnictwa w Królestwie. Powiększono sieć szkół elementarnych, zwiększono liczbę szkół rzemieślniczych i handlowych, zakładano średnie szkoły powiatowe, tworzono żeńskie instytuty kształcenia. 25 listopada utworzono Szkołę Główną, czyli odnowiony pod tą nazwą Uniwersytet Warszawski z wydziałami lekarskim (dawna Akademia Medyko-Chirurgiczna), matematyczno-fizycznym, prawa i administracji, filologiczno-historycznym oraz Biblioteką Główną. Drugi ukaz uchylał prawie wszystkie ustawy i przepisy dyskryminujące Żydów, dotyczące ich miejsca zamieszkania, zawodu, pełnienia funkcji publicznych czy obciążeń podatkowych. Trzeci mówił o oczynszowaniu chłopów z urzędu, czyli zamianie pańszczyzny na czynsze pod pewną kontrolą władz. Odsuwał sprawę uwłaszczenia na wiele lat, satysfakcjonując głownie szlachtę, nie zaś chłopów.


źródło: Muzeum Wojska Polskiego

Przyznane koncesje były wyzwaniem dla obu skrzydeł ruchu narodowościowego. W Centralnym Komitecie obawiano się, że te częściowe ustępstwa pociągną niezdecydowanych zwolenników ruchu, co osłabi całe stronnictwo. Ignacy Chmieleński – formalnie wykluczony

z Komitetu – działając najpewniej w porozumieniu z Dąbrowskim, przystąpił do działania, organizując zamachy na księcia Konstantego i Wielopolskiego. Pierwszą próbę podjęto 2 lipca, w dniu przyjazdu Konstantego do Warszawy. Na Dworcu Petersburskim czekali na niego uzbrojeni w rewolwery czeladnicy krawieccy Ludwik Jaroszyński i Edward Rodowicz. Wcześniej Chmieleński instruował ich, jak należy obchodzić się z bronią. Zamachowcy zrezygnowali z ataku, gdy dostrzegli, że towarzysząca Konstantemu żona jest w zaawansowanej ciąży. Następnego dnia przeprowadzili zamach: do wychodzącego z Teatru Wielkiego namiestnika strzelił Jaroszyński. Zranił go lekko, sam zaś został ujęty. Lojaliści oraz przywódcy Białych stawili się u księcia, wyrażając swoje oburzenie i odcinając się od terrorystów. Nabożeństwo dziękczynne za ocalenie Konstantego odprawił arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński. Wielopolski na posiedzeniu Rady Stanu 5 lipca oświadczył: „Ciosy mordercze, jeśliby jeszcze paść miały, pragnę aby raczej przeciwko moim piersiom się obróciły, niżeli żebym przeżył na tej ziemi cnoty ojców naszych i cześć imienia polskiego”.

Czytaj też: Krew, zgliszcza i łzy»

Długo nie musiał czekać. 7 sierpnia strzelał do niego, pudłując, młody litograf Ludwik Ryll, a 15 sierpnia próbował go zranić zatrutym sztyletem Jan Rzońca. Wszyscy schwytani zamachowcy stanęli przed sądem wojennym i pod koniec sierpnia zostali publicznie powieszeni na stokach Cytadeli. Po śmierci trojki skazanych powstał szeroko rozpowszechniany wiersz:

A na krwawej tarczy słońca

trzy imiona błyszczą: Rzońca, Jaroszyński, Ryll…

A nie mogąc znieść

jęków bratnich, w imię Boga

dzielnie chłopcy szli na wroga.

Cześć, wisielcom, cześć!

Mimo że książę Konstanty w kontekście zamachu oświadczył, iż to, co zaszło, nie czyni odpowiedzialnym narodu polskiego, a z okazji urodzin syna ogłosił nawet amnestię dla niektórych więźniów politycznych, do ugody między Polakami a carem nie doszło. Opinia publiczna liczyła po cichu, że zamachowcy zostaną ułaskawieni. Po egzekucji „Strażnica” – pismo czerwonych – pisała, że: „Jaroszyński zginął jak prawdziwy bohater z odwagą i poświęceniem bez granic […] jego trup kołyszący się na szubienicy stanął na zawsze między Konstantym a ludem”. Arystokracja i burżuazja warszawska potępiły zamachy jako formę walki politycznej, lecz Andrzej Zamoyski, od dawna skonfliktowany z Wielopolskim, obawiający się utraty autorytetu w oczach patriotów, nie udzielił moralnego wsparcia jego programowi. 6 września wielki książę Konstanty wezwał Pana Andrzeja i zaproponował mu wejście do rządu. Ten oświadczył, że uspokoić kraj mogłoby „połączenie pod rządem Waszej

Cesarskiej Wysokości prowincji polskich [Litwy i Rusi] z Warszawą, jako stolicą”. Konstanty odprawił go w gniewie.

Alina Jurkiewicz-Zejdowska

Tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w albumie „Powstanie styczniowe”, wydanym wspólnym nakładem Wydawnictwa Bellona, Muzeum Wojska Polskiego oraz Narodowego Centrum Kultury z okazji 150. rocznicy powstania styczniowego.