Skała Czerskiego (21 lipca). Relacja z wyprawy Jacka Pałkiewicza

Aby spojrzeć na problem pod odpowiednim kątem, trzeba czasem – jak mawiał Immanuel Kant – objąć go wzrokiem z lotu ptaka. Aby poczuć ogrom Bajkału, wspinamy się do Kamienia Czerskiego. Wzgórze położone o godzinę jazdy od Irkucka nie zaimponuje wysokością (728,4 m n.p.m). Wznoszący się nad zachodnią częścią Listwianki ma dla nas znaczenie – to jedno z licznych miejsc geograficznych noszących imię polskiego naukowca-zesłańca. 

Ze skały rozciąga się niesamowita panorama na źródła Angary, zwyczajowo rozpoczynającej się w miejscu, w którym tkwi jasny kamień-szaman. Zgodnie z legendą, Bajkał rzucił nim, by zagrodzić swojej córce-Angarze drogę do ukochanego Jenisieju. Ta jednak dotarła do kochanka – i odtąd kamień stał się symbolem zakochanych.

My zaś chcemy poczuć klimat – i gdy przysiadamy na płaskim głazie, staje się jasne, dlaczego Buriaci nie nazywali Bajkału jeziorem, a “świętym morzem”. Po zamglony horyzont rozciąga się turkus i błękit, kilkusetmetrowe klify spadają w lekko pofałdowaną otchłań.

Przed stu pięćdziesięciu laty, gdy Jan Czerski, Benedykt Dybowski, Wiktor Godlewski czy Aleksander Czekanowski krążyli po łańcuchach górskich otaczających Bajkał, zmuszeni byli do przedzierania się przez dziewiczy las. Nie było tu dróg ani ścieżek. Odnajdywali endemiczne rośliny i czaszki nieznanych ssaków, które poddawali rzetelnemu naukowemu opisowi. Mogli sobie na to pozwolić dzięki wsparciu irkuckiego oddziału Carskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego (RTG).

 * * *

Po drodze w dół spotykamy Litwinów, którzy z pewnością siebie twierdzą, że Czerski był… Litwinem! To już trzecia opcja, bo Białorusini także usiłują zagarnąć uczonego pod swoje skrzydła.

Cóż – sukces ma wielu ojców…

Mimo ponad dwudziestostopniowej temperatury, woda ma ledwie trzy stopnie. Z podziwem więc spoglądamy na płetwonurków, którzy zanurzają się w czystych wodach, by zniknąć nam z oczu.

Tekst: Krzysztof Petek

Fot. Grzegorz Lityński