Francja wobec powstania styczniowego: Od entuzjazmu do obojętności

Francuska opinia publiczna najdłużej i najgoręcej sprzyjała walczącym Polakom. Tutaj też działały najprężniej na całym Zachodzie polskie organizacje polityczne, bezpośrednio związane z powstaniem styczniowym.

Sytuacja w Królestwie Polskim żywo interesowała francuską opinię publiczną jeszcze przed wybuchem powstania styczniowego. Zainteresowanie polskimi sprawami podsycały silnie działające organizacje polonijne, powstałe jeszcze po upadku powstania listopadowego. Kiedy w 1861 roku władze carskie krwawo spacyfikowały demonstrację religijno-patriotyczną, zamknęły kościoły i ostrzelały bezbronny tłum, prasa francuska zawrzała gniewem. Opisy wydarzeń z Warszawy czytano z tym większą uwagą, że wśród poszkodowanych było kilku Francuzów i jeden Anglik.


 Fotografia z kolekcji Krzysztofa Kura

Wybuch powstania zaskoczył Francuzów, choć wiedzieli o napiętej sytuacji politycznej w zaborze rosyjskim, nie spodziewali się tak gwałtownego obrotu sprawy. O ile naród francuski powitał wybuch powstania entuzjastycznie, o tyle Napoleon III przyjął je bardzo powściągliwie. Francja prowadziła wtedy delikatną grę dyplomatyczną na wielu płaszczyznach i bała się, że niespodziewany wybuch powstania pociągnie za sobą lawinę w całej Europie. Poza tym cesarz związany był sojuszem z Rosją i pomoc walczącym Polakom była mu nie na rękę.

W pierwszych dniach walk we Francji panował kompletny chaos informacyjny. Kręgi rządowe i opinia publiczna nie orientowały się jaki charakter ma ten zryw. Czy jest to rewolucja inspirowana filozofią Marksa, powstanie narodowe na wzór Garibaldiego, czy zajadły opór wobec branki Wielopolskiego? Kręgi demokratyczne, studenci i robotnicy skandowali swoje poparcie pod domem Joachima Lelewela w Brukseli. Lider partii katolickiej, monarchista hrabia Montalembert,   przekonywał o narodowo-katolickim charakterze powstania. Z kolei socjalista i antyklerykał P.-J. Proudhon przekonywał o rewolucji uciemiężonego ludu na wzór francuski.

Konserwatywno-monarchistyczne środowisko Hotelu Lambert, mające wówczas niemal wyłączność na dostarczanie informacji o Polsce, konsekwentnie twierdziło, że nie ma tam żadnej rewolucji, tylko powstanie narodowowyzwoleńcze z mocnymi akcentami religijnymi.

Przeciw tej interpretacji protestował Edgar Quinet, popularny francuski filozof, historyk, poeta, gorący demokrata i antyklerykał, mieszkający na wygnaniu w Szwajcarii. 7 III 1863 wystosował on list otwarty do duchowieństwa katolickiego, który zyskał rozgłos i ukazał się w prasie. Wzywał on księży, by „wzięli krzyż i szli pierwsi“. W jego opinii duchowieństwo zamiast kazań powinno czynem wspomóc powstanie i brać udział w boju „macie oto poważną, jedyną okazję, by zamknąć nam usta“. Quinet twierdził, że tylko dzięki zbiorowemu wysiłkowi kleru katolickiego i dyplomatycznemu  zaangażowaniu Watykanu Polska może odzyskać wolność.

Inny znany antyklerykalny publicysta Jean-Mamert Cayl zwrócił się do papieża z propozycją krucjaty przeciwko Rosji. „Święty Piotr może się obyć bez złota, kiedy Polska potrzebuje żelaza” –  pisał.

Równolegle do konserwatywnej narracji Hotelu Lambert swoje poglądy formułowali republikanie, posiłkując się bardzo poczytnym wśród drobnomieszczaństwa pismem „Le Siecle“. Republikanie postrzegali powstanie styczniowe w szerszym kontekście europejskim. „Polska dalej leży od Francji niż Włochy, ale i na nią przyjdzie kolej; podobnie jak Austrii i Rosji przyjdzie odpokutować za zbrodnie ucisku”. W swoich kalkulacjach liczyli, że Polska stanowi kolejny punkt zapalny, który zainspiruje inne narody do powstania

Niezależnie od orientacji politycznej wszyscy życzyli Polsce dobrze. W wielu miastach Francji odbywały się marsze poparcia dla powstania styczniowego. Powstające wówczas liczne organizacje propolskie prowadziły zbiórki pieniędzy na broń dla walczących powstańców, różne grupy społeczne organizowały mityngi i pisały listy do parlamentarzystów domagając się wojny z Rosją i jednoznacznego poparcia powstania w imię honoru Francji, powinności wobec Polaków i rewolucyjnej tradycji republiki.

Wiktor Hugo, przebywający na wygnaniu na wyspie Jersey, napisał 13 lutego list do żołnierzy rosyjskich: „Zamordować naród – to niepodobna! Jak gwiazda osłoniona na chwilę chmurami występuje on znowu na widownię… Dowodem tego Polska. Polska dziś jaśnieje … wprawdzie nie pełnym życiem, ale chwałą pełną. Wszystko światło ku niej wróciło. Polska zdeptana, krwią zalana, a mimo to w górę wyprostowana – olśniewa cały świat. Narody żyją, despoci umierają! Oto prawo od Boga nadane. Naród użyty za kata drugiego narodu spodlon jest. Życzę Polsce przywrócenia wolności, a Moskwie odzyskania honoru. Tak jest, nie tylko życzę, ale wyglądam… Tak jest. Polska będzie triumfować. Gdyby bowiem zginęła na zawsze, to śmierć jej była by mniej więcej śmiercią dla nas wszystkich. Polska jest cząstką serca Europy. W dniu, kiedy w Polsce przestałby bić puls ostatni – całą Europę ogarnęłoby zimno grobowe. Pozwólcie mi przeto panowie z oddali wznieść od serca okrzyk: Niech żyje Polska! Niech żyje wolność człowieka!“.

Hotel Lambert widząc, że traci przewagę nad kręgami demokratycznymi i rewolucyjnymi w kształtowaniu opinii o wydarzeniach w Królestwie Polskim, powołał, a właściwie wskrzesił, istniejący od powstania listopadowego Komitet Francusko-Polski i z jego ramienia prowadził pomoc dla powstańców.

Naciskany coraz bardziej Napoleon znalazł w końcu pretekst do poparcia powstania. Otóż 8 lutego 1863 roku Prusy zawarły z imperium Rosyjskim tajny pakt mający na celu tłumienie powstania styczniowego w Królestwie Polskim. Francuski rząd, wystraszony widmem kolejnego Świętego Przymierza, rozluźnił stosunki z Rosją i zaczął szukać sojuszu z Austrią, a powstanie uznał za narodowe i w pełni uzasadnione.

W marcu rządy angielski i francuski rozpoczęły przygotowania do interwencji dyplomatycznej. Z początku dyplomaci nie byli pewni przeciw komu się zwrócić – Prusom czy Rosji. Francja popierała pierwszą koncepcję. Wybrano jednak drugą opcję i wystosowano notę do Petersburga. Wśród opinii publicznej od razu powstał rozłam, zastanawiano się jak daleko posunąć się w straszeniu Rosji. Rewolucyjnie usposobiona część opinii publicznej coraz usilniej domagała się wojny.

Wojenne nastroje wystraszyły bogate kręgi finansowe, które prowadziły rozległe interesy z Rosją. Fould, jeden z najbogatszych bankierów francuskich, zwrócił się do cesarza Napoleona III z prośbą, by ten dał mu zapewnienie, że wojny nie będzie. Burżuazja zaczęła jednocześnie prowadzić kampanię informacyjną mającą na celu zmniejszenie poparcia dla powstania.

Wobec zabiegów bogatych kręgów, którym wojna była nie na rękę, ponad 6500 zwykłych Francuzów wystosowało list do osobistego sekretarza Napoleona III domagając się natychmiastowej pomocy Polsce. Ich zabiegi na niewiele się jednak zdały, ponieważ wahadło sympatii dla sprawy polskiej zaczynało się wyraźnie przechylać na jej niekorzyść. Do Francji zaczęli bowiem powracać korespondenci wojenni, którzy na własne oczy widzieli powstańcze zmagania Polaków. Jednym z tych, którzy odmitologizowali powstanie był Amedee de Rolland. Pojawił się on w Krakowie nie tylko jako korespondent, ale też jako wysłannik komitetu demokratycznego, który powierzył mu organizację samodzielnego oddziału ochotników francuskich. Po początkowych zachwytach nad bezgraniczną ofiarnością i patriotyzmem Polaków, Francuz ujrzał inny wymiar powstania: bezpardonową walkę o wpływy między białymi i czerwonymi i wszechobecne intrygi.

Coraz więcej tytułów prasowych potępiało Polskę jako kraj zacofany, klerykalny i nieokiełznany. W parlamencie republiki deputowani zaczęli wyrażać wdzięczność Napoleonowi III, że „nie szafował majątkiem i krwią jej dzieci”.

 Ogromnym ciosem dla reputacji powstania styczniowego wśród Francuzów była antypolska broszura znanego działacza politycznego, poety i antyklerykała P.-J. Proudhona, człowieka, który wcześniej gorąco bronił powstania. Pisał o katolickim i arystokratycznym charakterze powstania. Twierdził, że  w tak licznym narodzie polskim więcej jest Żydów, Niemców, Rosjan i Litwinów niż samych Polaków. Udowadniał, że rozbiory Polski są jak najbardziej zasłużonym wyrokiem historii. Odbudowanie Polski byłoby sprzeczne z postępem Europy. „To szlachta polska chcąc odzyskać przywileje wywołuje raz po raz krwawe powstania“. Polską arystokrację oskarżył o wprowadzenie w błąd europejskiej opinii publicznej,  przedstawiającą Rosję w złym świetle, jako polakożerców i barbarzyńców ze wschodu.

We francuskim parlamencie sprawa polska stanęła po raz ostatni w senacie 14-18 XII 1863 roku, a w Ciele Ustawodawczym 28-29 I 1864. W senacie twierdzono, że wojna o Polskę nie ma sensu, gdyż nie jest to sprawa honoru Francji.

Jakub Pacan

 Fotografia główna pochodzi z kolekcji Krzysztofa Kura

Bibliografia:

Stefan Kiniewicz „Powstanie styczniowe” PWN 2009

Stanisław Koźmian, artykuł „Rzecz o roku 1863″