Wielka Brytania wobec powstania styczniowego

Wybuch powstania styczniowego Brytyjczycy powitali entuzjastycznie. Nie trwało to jednak długo, jeszcze przed oficjalnym upadkiem powstania angielskie gazety pisały o „awanturnikach Europy”.

Wielka Brytania była wyraźnie zadowolona z wybuchu powstania styczniowego, sprzyjało brytyjskiej zasadzie równowagi sił – „balance of power“, polegającej na utrzymywaniu stanu równowagi sił między mocarstwami, powstanie skomplikowało polityczne położenie Rosji, uniemożliwiło jej wojnę na Bałkanach i utrudniało stosunki z Francją.

W pierwszych tygodniach powstania styczniowego opinia o nim w Wielkiej Brytanii nie była jednolita. Podobnie jak w przypadku Francji, społeczeństwo brytyjskie było zdezorientowane i nie wiedziało, czy jest to walka wyzwoleńcza na wzór Garibaldiego, czy rewolucja inspirowana nauką Marksa i ruchami robotniczymi. „Ruch (KCN) przygotowując powstanie liczył na poparcie społeczeństw i rządów Francji i Wielkiej Brytanii, jednak nie przygotował swej służby zagranicznej licząc, że te obowiązki wypełnią emigracyjni demokraci. To była najsłabsza strona organizacji. W efekcie w obu stolicach nie było wiarygodnych informacji o celach, programie, charakterze rozpoczętej walki, które mogłyby wpływać na pozytywną dla Polski reakcję rządów zachodnich. Tymczasem dyplomacja rosyjska natychmiast rozpoczęła akcję polityczno-propagandową, przedstawiającą ruch polski jako rewolucję zmierzającą do wywrócenia porządku społecznego w Europie.” – pisał prof. Jerzy Zdrada (tytuł, „Biel, czerwień, czerń” „Niezbędnik inteligenta” – „Polityka”  nr 8 23 luty 2008 str 12).

Zobacz teledysk dedykowany powstaniu styczniowemu „Wolnym być” – Vienio ft. Jamal

Pierwsze oficjalne zabiegi dyplomatyczne w Wielkiej Brytanii podjął, nominowany przez Rząd Narodowy na przywódcę dyplomacji powstańczej, Władysław Czartoryski. W maju 1863 r. Czartoryski, pierwszy kierownik agencji londyńskiej odwiedził w towarzystwie W. Zamoyskiego, premiera Henry Palmerstona oraz ministra spraw zagranicznych Johna Russella. Po wyjeździe Czartoryskiego z Londynu, jego misję kontynuował Władysław Zamoyski.

Niedługo po wybuchu powstania w Londynie zaczął działać agent Komitetu Centralnego Narodowego Józef Ćwierczakiewicz, którego zadaniem było zbudowanie sieci przedstawicieli zagranicznych oddziałujących na brytyjską opinię publiczną. Dzięki ich staraniom zaczęto wydawać pismo poświęcone polskim sprawom – „Głos wolny“. Niestety Ćwierczakiewicz nie miał dostępu do sfer rządowych toteż rezultaty oddziaływania powstańczej służby dyplomatycznej w pierwszych 2-3 miesiącach powstania były znikome. W drugiej połowie maja 1863 r. Rząd Narodowy zwolnił Ćwierczakiewicza z obowiązków agenta w Anglii. Funkcje te przejął Władysław Czartoryski, a następnie Władysław Zamoyski.  .

W pierwszych miesiącach powstania w wielkiej Brytanii powstała Delegacja Emigracji Polskiej założona przez środowisko radykalnych demokratów, którzy nawiązali współpracę z angielskimi związkami zawodowymi i ich pismem „Beehive Newspaper”.

Organizacje propolskie w Wielkiej Brytanii powstawały szybko, było to związane z  prężnie działającą w tym kraju emigracją polską, która przybyła tam  po powstaniu listopadowym. Obok istniejącego od dawna arystokratycznego Towarzystwa Literackiego Przyjaciół Polski, po wybuchu powstania styczniowego zawiązał się Polski Komitet Centralny do którego należał m.in. liberalny filozof i polityk John Stuart Mill oraz bardzo zasłuzony dla sprawy polskiej działacz demokratyczny Edmond Beales. Ten angielski adwokat, od lat współpracujący z hotelem Lambert, stając na czele powołanej 28 lipca 1863 r. specjalnej organizacji: Liga Narodowa na rzecz Niepodległości Polski (National League for the Independence of Poland), pragnął skuteczniej oddziaływać na opinię publiczną poprzez prowadzenie propagandy mityngowej.

Mityngi obok prasy były jednym z najbardziej ważnych i skutecznych sposobów zjednywania brytyjskiej opinii publicznej dla powstania styczniowego i sprawy polskiej. Jeden z takich mitingów zorganizowany w sierpniu 1863 roku w Londynie w St. James’ Hall, mający uhonorować polski zryw niepodległościowy, wykorzystano także do dyskusji na temat potrzeby utworzenia międzynarodowej organizacji robotniczej, powołanej w następnym roku (I Międzynarodówka).

Zdanie angielskiej opinii publicznej na temat powstania było podzielone,. Biedniejsze warstwy społeczeństwa, robotnicy, drobnomieszczaństwo i studenci byli powstańcom jak najbardziej przychylni. Robotnicy organizowali na rzecz Polski mityngi, wiece poparcia, zbiórki pieniężne itp. Skupiały one przede wszystkim te grupy społeczne, które nie miały prawa wyborczego,  z formalnego punktu widzenia nie wpływały na politykę rządu. Mimo to rząd, licząc się z nastrojami ulicy, podtrzymywał sprawę Polski na arenie międzynarodowej. 23 III 1863 roku „Głos wolny“ napisał w artykule „Agitacja w Anglii za Polską“: „lecz ani dzienniki nie podjęłyby od razu tak żywo i stanowczo sprawy polskiej – ani mężowie stanu Anglii nie wystąpiliby w parlamencie z dziwną jednomyślnością w obronie praw naszych przeciw nadużyciom i gwałtom tyranii moskiewskiej, gdyby lud angielski był nieprzychylny albo tylko obojętnym na sprawę naszą. Lud angielski uważa ją nawet za pilniejszą do rozwiązania od zaspokojenia jego własnych potrzeb“.

Środowiska wielkich przemysłowców bały się, że wystąpienie Polaków zagrozi ich interesom z Rosją. „Powód najwyższego żalu dla każdego miłośnika ładu, każdego przyjaciela wolności” – pisał 27 stycznia „Morning Herald”. W podobnym tonie 26 stycznia 1863 roku pisano w „Globe”.

Sytuacja na korzyść Polski zmieniła się, podobnie zresztą jak we Francji, po zawarciu tajnego porozumienia między Prusami a Imperium Rosyjskim. Wyrazem przychylnej opinii o powstaniu wszystkich partii politycznych w Anglii była wielka debata w Izbie Gmin 27 lutego. Wtedy to konserwatyści i wigowie wspólnie przeciwstawiali się postępowaniu Rosji na terenie Polski. W debacie zabrało głos 22 mówców i choć potępiono rosyjską brankę oraz porozumienie wojskowe Prus z Rosją (konwencję Alvenslebena) to jednak nie domagano się wojny z Rosją.

Gdy sprawa była coraz bardziej popularna do akcji popierania sprawy polskiej włączyły się kręgi arystokratyczne emigracji polskiej. Władysław Zamoyski,  przedstawiciel Rządu Narodowego w Londynie, organizował zbiórki pieniężne wśród londyńskiej arystokracji oraz próbował nakłonić rząd brytyjski do interwencji w Polsce, niestety bez rezultatu.

W angielskiej publicystyce do rzadkości należały w pierwszym okresie powstania wystąpienia dla Rosji życzliwe. Polskim powstańcom sprzyjały zresztą kręgi rosyjskich rewolucjonistów i demokratów. Przedstawiciele tych ostatnich Hercen i Ogariow w swoich pismach wydawanych w Londynie („Kołokoł”) i Paryżu („Le Cloche”) gorąco popierali poczynania Polaków.

Wiece poparcia dla powstania styczniowego od lutego organizowali działacze demokratyczni polskiej emigracji. Podczas pochodów spontanicznie uchwalano wiele rezolucji w sprawie Polski. Dwie z nich trafiły nawet (zaniesione przez wybranych delegatów) do premiera Wielkiej Brytanii.

Londyńscy demokraci zorganizowali nawet wyprawę morską z zapasem tysięcy karabinów na pomoc polskim powstańcom. W nocy z 21 na 22 marca wyruszył z Londynu wynajęty parowiec Ward Jackson. Niestety wywiad rosyjski był o wszystkim od początku poinformowany i statek statek został zatrzymany w porcie Malmo.

Angielscy katolicy utożsamiali sprawę polską z katolicyzmem, o czym pisali wielokrotnie w piśmie „The Tablet”. Publicyści tego pisma popierali powstanie i naciskali rząd, aby pomógł „narodowi męczenników”. W parlamencie angielskim głównym orędownikiem sprawy polskiej był irlandzki poseł Pope Hennessy, działający w porozumieniu z Władysławem Zamoyskim.

Przeciw udzieleniu pomocy polskim powstańcom wypowiadały się już od maja brytyjskie kręgi biznesowe. Wojna zdaniem brytyjskich przemysłowców byłaby bezużyteczna i szkodliwa, gdyż Anglia sprowadzała z Rosji żywność dla 2-3 mln osób.  W końcu czerwca również „The Tmies“ zmienił swój życzliwy stosunek i coraz częściej publikował artykuły niechętne powstaniu. 17 VIII „The Times“ wypowiedział się stanowczo przeciw odbudowaniu Polski: „Tu, w Londynie zagraża nam Warszawa. To namiętna i zapalczywa nacja, której jedyne dotąd wystąpienia na arenie historii przypominały burze z piorunami albo wybuch wulkanu“.

Korespondent „Timesa”, który spędził kilka tygodni w oddziałach powstańczych też nie wystawił pochlebnej opinii Polakom.  Opisywał fatalny stan polskiej gospodarki, wytykał Polakom ich narodowe przywary.  

Laurence Oliphant, redaktor bardzo wpływowego dziennika „Moring Post”, uznawanego za nieoficjalny organ premiera Palmerstona, na przełomie marca i kwietnia odwiedził Kraków i Warszawę. Dotarł także do  jednego z oddziałów powstańczych. Nie zrobił on na nim pozytywnego wrażenia, dziennikarz uważał polskich dowódców za lekkomyślnych, pozbawionych zmysłu politycznego. Oliphant wyjeżdżając z ziem polskich pisał, że opuszcza je mądrzejszy, ale i smutniejszy.

- Wielka Brytania dbała wyłącznie o swój interes. Najważniejsza była dla niej równowaga sił i w ramach tej równowagi Polska była jedynie jednym z wielu pionków na międzynarodowej szachownicy. To była chłodna kalkulacja, nic więcej – mówi prof. Wiesław Caban z UJK w Kielcach.

Jeszcze przed oficjalnym upadkiem powstania styczniowego 21 lutego 1864 r. sprawa polska przestała interesować brytyjską opinię publiczną. Wielka Brytania zajęta tłumieniem powstania w Indiach, własnymi interesami na Dalekim Wschodzie i niepokojami w afrykańskich koloniach, zostawiła sprawy Polaków europejskim mocarstwom.

 Fotografia główna pochodzi z kolekcji Krzysztofa Kura