Kobiety w powstaniu styczniowym

Pułkownik armii szwajcarskiej Franciszek L. von Erlach – obserwator powstania zwrócił uwagę na rolę kobiet, które „odgrywają w obecnym powstaniu tak niesłychanie ważną rolę, że zagranicą nie można o tym wyrobić sobie pojęcia, jeżeli się tego naocznie nie widziało. […] Kobiety są prawdziwą duszą powstania”. Elrach wymienia niektóre, szczególnie zasłużone dla powstania kobiety, takie jak Zofia Wodzicka, „Szaniawska”, wdowa po Aleksandrze Szaniawskim, dowódcy oddziału powstańczego, jej przyjaciółkę Konstancję Pawłowską „Cieszkowską”, kurierkę z Lubelszczyzny.

Wybuch walki zbrojnej poprzedziły liczne manifestacje religijno-patriotyczne i wprowadzenie stanu wojennego. Kobiety od początku włączyły się w główny nurt polityczny. Działały na trzech płaszczyznach: rozbudowy świadomości narodowej, rozwoju organizacji niosących pomoc dla ofiar prześladowań carskich oraz uczestniczyły aktywne w budowie zrębów tajnego państwa polskiego.

W okresie przedpowstaniowym kobiety nadawały ton uroczystościom, ubierając na przemian stroje narodowe lub żałobę, tworzyły komitety witające pielgrzymki. Tak było 12 sierpnia 1861 r., gdy w rocznicę podpisania unii lubelskiej mieszkanki Warszawy zrzuciły żałobę i ubrały „suknie jasne o barwach narodowych”. Kobiety podejmowały się także agitacji w środowiskach mieszczańskich i chłopskich, często płacąc za tę działalność aresztem, a nawet zesłaniem. Na prowincji organizowały manifestacje narodoworeligijne, uczyły chłopów słów Mazurka Dąbrowskiego, namawiały do udziału w przyszłej walce zbrojnej.

Na wieść o krwawych manifestacjach to kobiety wzięły na siebie trud niesienia pomocy poszkodowanym. W Warszawie jako pierwsze wystąpiły kobiety z grona dawnych Entuzjastek w osobach Narcyzy Żmichowskiej, Emilii Gosselin, Pauliny Krakowowny i Anny Skimborowiczowej. Były one w stanie zebrać w bardzo krótkim czasie sumę 40 tys. rubli na organizację pogrzebu pięciu poległych i na zasiłki dla ich rodzin. Część tych środków została rozdysponowana wśród najuboższych mieszkańców Warszawy. Zadbały one także o oprawę pogrzebu pięciu poległych.

 Scholastyka Mackiewiczowa, weteranka powstania styczniowego

Scholastyka Mackiewiczowa, weteranka powstania styczniowego (fot. ze zbiorów NAC)

Po wypadkach lutowych pojawiły się w Warszawie kobiece tajne stowarzyszenia zwane „piątkami”. Ich główną organizatorką były Seweryna Pruszakowa-Duchińska, żona znanego historyka i publicysty, Emilia Hennelowa i Jozefa Gregorowiczowa, żony publicystów, a także Wanda z Wolskich Umińska. Uczestniczyły one już wcześniej w przedsięwzięciach filantropijnych. Celem „piątek” było zbieranie składek, zapewnienie opieki moralnej i materialnej uwięzionym oraz ich rodzinom, czuwanie nad przebiegiem śledztw, wyjednywanie widzenia dla rodzin, zaopatrzenie zsyłanych na Sybir w odzież i pieniądze. „Piątki” utrzymywały kontakt z Rosjankami działającymi w Rosyjskich Komitetach Opiekuńczych.

Lucyna Żukowska, weteranka powstania styczniowego (fot. ze zbiorów NAC)

„Piątki” zapewniały zagrożonym aresztowaniem czyste blankiety paszportowe, poszukiwanym klucze do pustych mieszkań, odzież, środki finansowe, przewóz itp. Wśród kobiet skupionych w „piątkach” wiele podjęło pracę na rzecz tajnego państwa polskiego. W Warszawie były to Emilia Heurichowa, Karolina Kraszewska, Pelagia Zgliczyńska, Maria Ilnicka. W domu Emilii Heurichowej była przechowywana kasa Komitetu Centralnego Narodowego oraz funkcjonowała drukarnia konspiracyjnego pisma Organizacji Narodowej „Ruch”. W grudniu 1862 r. po denuncjacji policja przeprowadziła w jej domu rewizję, w wyniku której odkryto złożony i przygotowany do druku nr 10 „Ruchu”, wcześniejsze numery tego pisma oraz wiele proklamacji. Aresztowano także, niemal przy prasie, drukarza Romualda Andrzeja Kłosowicza wraz z jego pomocnicą, lokatorką domu Heurichowej, Karoliną Kraszewską, żoną konduktora Kolei Warszawsko-Bydgoskiej. Następstwem tej rewizji było późniejsze aresztowanie Bronisława Szwarcego, czołowego działacza obozu Czerwonych. Sama Emilia Heurichowa wraz z Karoliną Kraszewską zostały skazane na zamieszkanie w guberni wiatskiej. Pelagia Zgliczyńska, za pośrednictwem narzeczonego Jarosława Dąbrowskiego, nawiązała kontakty z organizacją oficerów rosyjskich stacjonujących w Królestwie Polskim. Była jedną z organizatorek ucieczki Andrieja Potebni po jego zamachu na Ludersa, a po aresztowaniu Dąbrowskiego nie ustawała w wysiłkach, by go uwolnić. Maria Ilnicka, ktorej mąż Tomasz był kasjerem Wydziału Skarbu Rządu Narodowego, a brat Jan Maykowski członkiem Komitetu Centralnego Narodowego, współredagowała Manifest z 22 stycznia 1863 r.

Henryka Pustowójtówna – ze zbiorów NAC

Wybuch działań zbrojnych jeszcze bardziej zaktywizował kobiety. Niosły one wieloraką pomoc rannym, represjonowanym i rodzinom poległych. Prowadziły prawie wszystkie szpitale i lazarety, także poza granicami Królestwa Polskiego. Pełniły służbę kurierską, a także walczyły w pierwszej linii z bronią w ręku. W Warszawie, po wybuchu walk, nastąpiła rozbudowa „piątek”, do których należały kobiety z kół inteligencji warszawskiej. Członkinie tych organizacji zobowiązały się do wpłacania dobrowolnych cotygodniowych składek na cele patriotyczne i dobroczynne. Poza Warszawą funkcjonowały rożnego rodzaju komitety, których działalność skupiała się w trzech sekcjach: opieki nad rannymi, nad aresztowanymi i nad rodzinami poległych. Celem ujednolicenia działalności tych komitetów 18 czerwca 1863 r. Rząd Narodowy wydał instrukcję dotyczącą ich funkcjonowania. Do obowiązków komitetów należało udzielanie pomocy i otaczanie opieką rannych, przygotowanie środków opatrunkowych, zapewnienie powstańcom bielizny, uświadamianie włościan i zachęcanie ich do wstępowania w szeregi powstańcze. Komitety te miały się składać z czterech kobiet, bez różnicy wyznania, pod kierownictwem miejscowego proboszcza lub osoby cieszącej się w okolicy autorytetem. Spotkania miały odbywać się co tydzień, członkinie zaś miały zbierać dobrowolne ofiary w pieniądzu, odzieży lub żywności. W przypadku, gdy zaistniałaby możliwość, miały zakładać „piątki”. Kobiety tworzyły także Bractwa Opatrzności Bożej.

Kobiety zakładały także szpitale, w których otaczano opieką wszystkich rannych, bez względu na stronę, po której walczyli. Pierwszym szpitalem powstańczym był lazaret w Bodzentynie założony przez Józefę Niwińską przy pomocy Józefy Krajewskiej, siostry Rafała, straconego razem z Romualdem Trauguttem. Na szczególną uwagę w czasie kampanii Langiewicza zasługuje osoba Jadwigi Prendowskiej, z inicjatywy której powstały szpitale powstańcze w Sandomierzu, Kurozwękach, Staszowie, Koprzywnicy, Klimontowie. Warto zauważyć, że w połowie 1863 r. na Lubelszczyźnie w szpitalach powstańczych przebywało ponad 1500 rannych i chorych. Również poza Królestwem były zakładane szpitale z inicjatywy działających tam Komitetów Niewiast. W Galicji działały Krakowski Komitet Niewiast oraz Lwowski Komitet Niewiast, które organizowały szpitale. Działający w Wielkim Księstwie Poznańskim Wielkopolski Komitet Niewiast zorganizował kilka szpitali wzdłuż granicy z Królestwem Polskim.

Ważną rolę w powstaniu odegrały kurierki, wśród których należy wymienić m.in. Annę Czaplicką, siostry Guzowskie Barbarę i Emilię, siostry Barcz Teofilę, Emilię i Józefę, Anielę Ledoux, Annę Konarzewską. Odznaczały się one dużym poświęceniem i oddaniem sprawie. Typowe dla nich wszystkich są losy Anny Konarzewskiej, która służbę kurierską rozpoczęła w oddziale Walerego Wróblewskiego, by po jego rozbiciu trafić do partii Szumińskiego. Następnie, po rozbiciu tej partii, walczyła jeszcze w kilku oddziałach, by ostatecznie trafić do ks. Brzoski, którego na koniec ukrywała. Za swoją działalność zapłaciła zsyłką.

Henryka Pustowójtówna - ze zbiorów NAC

Henryka Pustowójtówna – ze zbiorów NAC

Więźniowie i zesłańcy otoczeni zostali opieką tzw. Kum, czyli Emilii Heurichowej, jej 4 córek, Pelagii Zgilczyńskiej (narzeczonej Jarosława Dąbrowskiego), Wandy Umińskiej, jej siostry Jadwigi Wolskiej. Wszystkie one uczestniczyły aktywnie w pracach organizacji narodowych, następnie wzięły na siebie ciężar dostarczania więzionym w Cytadeli żywności. Czuwały także na dworcu kolejowym, starając się zapewnić każdemu transportowi zesłańców żywości i zaopatrzenie na daleką drogę.  Także w pierwszej linii stanęło wiele kobiet, wśród których wymienić należy adiutantkę Mariana Langiewicza Annę Pustowójtównę czy pannę Biłłek z oddziału Zygmunta Chmieleńskiego. Według Marii Bruchnalskiej z bronią w ręku walczyły 33 kobiety, płacąc za to często najwyższą cenę.

 

Tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w albumie „Powstanie styczniowe”, wydanym wspólnym nakładem Wydawnictwa Bellona, Muzeum Wojska Polskiego oraz Narodowego Centrum Kultury z okazji 150. rocznicy powstania styczniowego.

Dr Janusz Wesołowski

Ilustracje pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, więcej: http://www.audiovis.nac.gov.pl/